Dziadka oddam, pieska tanio uśpię

Dziadka oddam, pieska tanio uśpię

Lekarze (ludzcy) apelują, aby rodziny nie oddawały osób starszych na święta do szpitali, co okazuje się, w Polsce jest zjawiskiem powszechnym. O ile przynajmniej lekarskie apele docierają dzięki mediom masowym do społeczeństwa (z różnym skutkiem), o tyle na nasze weterynaryjne apele ludzie generalnie są głusi. Bez wsparcia Izby sobie nie poradzimy – eutanazja na życzenie w okresie świątecznym i wakacyjnym to nasz chleb powszedni.

W rozmowie z TOK FM dr Paweł Doczekalski, przewodniczący komisji młodych lekarzy Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie (nigdy nie słyszałam o odpowiedniku tego organu w weterynarii) tłumaczył, że pozbywanie się seniorów na święta i długi weekendy to zjawisko nagminne.”- To było pierwsze, co nas tak najbardziej zszokowało w samodzielnej pracy tuż po studiach – podkreślił, wskazując, że w okresie świątecznym czy długoweekendowym jest dużo większa liczba przyjęć do szpitala seniorów bez konkretnych ku temu wskazań medycznych. Stąd też apele lekarzy oraz akcja Izby Lekarskiej “Wspólne Święta”.

“Inicjatorzy akcji “Wspólne Święta” podkreślają że problem porzucania seniorów w szpitalach to przykre zjawisko powtarzające się niemal co roku. Często pozostawienie bliskich w placówkach medycznych to nie tylko efekt wyrachowanego egoizmu, ale równie często efekt bezsilności, zmęczenia lub trudnej sytuacji rodzinnej. Zarówno środowisko lekarzy, jak i urzędnicy z miejskiego magistratu przekonują, że szpital nie jest rozwiązaniem, a rodziny czy opiekunowie osób starszych powinni zastanowić się nad emocjami seniorów samotnie spędzających świąteczny czas w szpitalu.” (źródło: Puls Medycyny)

Dr Doczekalski zaznaczył, że skala zjawiska jest bardzo duża. – Najbardziej szokujące jest to, że tak naprawdę każdy (lekarz – red.) się z tym spotkał – zauważył.” Panie Doktorze, mnie to nawet nie szokuje. Mnie to nie dziwi, sądząc po tym, czego doświadczamy my – lekarze weterynarii w naszych gabinetach. I nie jest to zjawisko tylko polskie, tego samego doświadczałam pracując w Wielkiej Brytanii i Szwecji. Niejednokrotnie przychodzili do mnie opiekunowie zwierząt chcąc je uśpić przy okazji wyjazdu na wakacje lub przeprowadzki w inną część kraju. I niestety zgodnie z tamtejszym prawem nie można mi było odmówić eutanazji, gdyż w jego świetle zwierzę jest własnością człowieka, rzeczą. Dlatego odmawiając mogłabym narazić się na późniejsze konsekwencje prawne, na skardze i postępowaniu w izbie kończąc. Można by rzec, że eutanazja z wyboru jest zjawiskiem nagminnym w Skandynawii. Opiekun niejednokrotnie mówi, że “chciałby swojego psa zapamiętać w takim stanie, a nie cierpiącego”, “ma na względzie jego dobro” lub “nie chce patrzeć, jak zwierzę cierpi”, a np. może spokojnie pożyć jeszcze kilka lat otrzymując leki.  O ile jeszcze zwierzę można oddać na wyjazd do hotelu, gdzie wykwalifikowany personel się nim zajmie, a nawet poda leki, o tyle niektórzy po prostu tego zrobić nie chcą i przychodzą do nas tylko, aby zwierzę uśpić. A najlepiej, jak najtaniej. Po co starsze zwierzę trzymać? Przecież śmierdzi (dlatego, że człowiek je zaniedbał), czasem nie widzi, nie jest aż tak żywotne jak kiedyś. Świąteczny okres to też doskonała okazja do tego, żeby pozbyć się starego problemu i sprezentować dziecku nowy – czysty, puchaty i zdrowy.

Starszej osoby w Polsce eutanazji poddać nie wolno, zabrania tego prawo. Ale już pupila, przez wielu traktowanego jako członka rodziny, jak najbardziej. Klienci czasami przychodzą do nas z gotowym planem. Odpowiedzialność chcą przerzucić na nas, wielu nawet nie chce zostać w gabinecie podczas podawania zastrzyku. Po co na to patrzeć? Przecież to już zadanie lekarza weterynarii, jego problem, bez sensu zaprzątać sobie sumienie. Gorzej, kiedy odmówimy – bo zgodnie z prawem w Polsce eutanazji poddać możemy zwierzę, jeśli mamy do tego przesłanki medyczne – kiedy jest np. nieuleczalnie chore. Zatem wiele razy zgodnie z kodeksem etyki lekarskiej odmawiamy, natomiast mamy obowiązek wskazać inne miejsce, które może taki zabieg przeprowadzić. Mamy więc patową sytuację, która niczego nie rozwiązuje. Bo ten człowiek albo będzie chodzić do skutku po gabinetach aż dopnie swego, po wcześniejszych doświadczeniach będzie już wiedział, że musi podać powód i bez problemu go wymyśli i nas okłamie. Inna sprawa jest taka, że kiedy się nie zgodzimy potrafi krzyknąć, że wyrzuci w lesie, utopi, przywiąże do drzewa, zabije młotkiem albo sam się z nim rozprawi. A nas zniszczy w sieci lub naśle swoich znajomych, żeby nam napisali negatywne opinie. Szantaż emocjonalny ze strony klientów jest na porządku dziennym lekarzy weterynarii. Mam wrażenie, że większość społeczeństwa kompletnie nie zdaje sobie sprawy jak olbrzymie dylematy moralne spotykają nas każdego dnia.  O problemach, z którymi borykamy się na co dzień, a także olbrzymiej odpowiedzialności emocjonalnej pisałam już obszernie w tekstach “Oswojeni z eutanazją – czyli codzienność lekarzy weterynarii” oraz “Nie opuszczajcie swoich zwierząt”. Zaś Magdalena Rigamonti na łamach Gazety Prawnej przeprowadziła ze mną obszerny wywiad “W ten zawód wpisana jest śmierć”.

Babcia nie pasuje do świątecznego obrazka

Osoba starsza często nie może się sama umyć, ubrać, zadbać o siebie. Przy dramatycznie niskich w Polsce emeryturach wiele osób starszych wegetuje na granicy przetrwania. Takiego niewygodnego członka rodziny, często z demencją, który nie rozumie co się wokół niego dzieje, a czasem mówi rzeczy tak przykre, że po prostu chce nam się płakać, można po prostu podtruć, odwodnić albo nie podać mu leku raz czy drugi. Starszy człowiek niedołężnieje, opieka nad nim staje się przykrym obowiązkiem, rośnie frustracja. Pomoc z opieki społecznej to kropla w morzu potrzeb, państwo nie zapewnia praktycznie żadnego wsparcia. Na opiekunkę czy pielęgniarkę stać niewiele rodzin, w opinii publicznej w złym tonie nadal jest oddawać starszą osobę pod opiekę specjalistycznej placówki dla seniorów. A tam przynajmniej będzie w otoczeniu innych osób starszych, w społeczności, nieskazana na wegetację w ścianach swojego mieszkania. Otrzyma również leki na czas, ciepły posiłek, zostanie umyta i przebrana.

“Wystarczy jeden, dwa razy nie podać leku. U takiej osoby, jeśli miała chorobę przewlekłą i do tej pory była stabilna, momentalnie następuje zaostrzenie choroby. Przywozi się ją więc do szpitala. Drugim takim najczęstszym i najprostszym (sposobem – red.) jest odwodnienie pacjenta. Nie dać raz, dwa razy pić, to momentalnie starszy pacjent się odwadnia i ląduje na SOR – tłumaczył w wywiadzie z TOK FM Dr Doczekalski. Jego zdaniem jest to po prostu zawoalowane wywoływanie zaostrzenia choroby. – Ciężko to udowodnić, ale tak naprawdę, jeśli pacjent przychodzi do nas, dostanie kroplówkę i po jednej kroplówce od razu odzyskuje siły witalne, dobrze się czuje i nie potrzebuje żadnej dalszej interwencji, to widać, że było to po prostu zaniedbanie pielęgnacyjne – podkreślił dr Doczekalski, dodając, że “dziwnym trafem” osoby niedołężne, często leżące, trafiają na oddziały szpitalne zawsze przed świętami czy długimi weekendami.”

Przykładem takiego zachowania może być historia pewnej rodziny z Warszawy. Na SOR jednego z większych szpitali w stolicy przywieziono starszą pacjentkę, której jedynym problemem okazał się tylko brak odpowiedniego nawodnienia. – Dostała dwie kroplówki, odzyskała świadomość, bardzo dobrze się czuła. Ale telefon (rodziny – red.) nie odpowiadał. Kiedy się dodzwoniliśmy, rodzina była już pod Krakowem, jadąc na wyjazd świąteczny i na Sylwestra do Zakopanego. Babcia po prostu nie pasowała do tego obrazka. To jest tragiczne. Dla młodych lekarzy wręcz szokujące – podkreślał.”

Sylwester i święta w tropikach, a piesek… na wieczny odpoczynek

Okres świątecznych wyjazdów i porządków sprzyja porządkowaniu życia, wyrzucania do kosza starych rzeczy, oddawania niepotrzebnych, a po świętach – pozbywania się niepotrzebnych prezentów. A tymczasem pies to nie prezent! Człowiek średnio około miesiąca szuka nowego sprzętu – komputera lub smartfona – czyta opinie, porównuje, rozmawia ze znajomymi. Decyzja o nowym zwierzęciu podejmowana jest w okamgnieniu i pod wpływem emocji. Często niestety podyktowana jest modą na konkretne rasy, lansowaną m. in. przez celebrytów. Nie dziwią, nas lekarzy, sytuacje, gdzie przychodzi do gabinetu rodzina i ojciec prosi, aby uśpić starego kota, zaś w koszyczku czeka na szczepienie już nowy członek rodziny – hop i podmianka. “Zamienię cię na lepszy model”. Zwierzę to nie rzecz, o czym zapomina część opiekunów.

Brytyjscy właściciele psów brachycefalicznych (mopsy, buldożki, bostony itp.) na pytanie jaka była ich główna motywacja w wyborze rasy odpowiadali… prestiż społeczny. Wystarczy spojrzeć na Instagramowe konta naszych rodzimych gwiazd z pierwszych stron gazet – mopsiki w sweterkach, buldożki przy tortach, mikropieski w postaci puchatej wyściółki luksusowej torebki. Nikt nie informuje o licznych chorobach na jakie te zwierzęta cierpią, o problemach oddechowych, wadach wrodzonych, często nieoperacyjnych wadach kręgosłupa. Fani chcą się upodobnić do swoich idoli i prezentują sobie psy tych ras.

Z okazji nadchodzących świąt Białostockie Schronisko dla Zwierząt wstrzymało adopcję szczeniaków do 10 stycznia. Pies to nie prezent i nie zabawka. To zobowiązanie na nawet kilkanaście lat. To żyjąca istota, która ma swoje potrzeby, emocje i wymagania. Wiele osób wydaje olbrzymie sumy na rasowe zwierzę, zapominając kompletnie o późniejszych wydatkach związanych z dobrej jakości karmą, akcesoriami… o opiece weterynaryjnej nie wspominając. Obywatelu, jeśli wydajesz 2500 zł na psa lub więcej – nie mów potem, że nie stać cię na weterynarza. Popyt na popularne rasy napędza pseudohodowle, które rozmnażają zwierzęta w nieludzkich warunkach. Pamiętaj – każde niby-rasowe zwierzę, za które ktoś pobiera opłatę (często nie wydając pokwitowania) i nie wydaje rodowodu – pochodzi z nielegalnego źródła. Co więcej, nie zapominaj, że twój podopieczny może również zachorować tak jak ty i że wiąże się to z kosztami. Pamiętajmy również, że nieprzemyślania i pochopna adopcja może psiakowi wyrządzić sporą krzywdę. Porozmawiaj z fundacją, zastanów się na próbę nad domem tymczasowym, przetestuj się jako przyszły rodzic! Kocham zwierzęta całym sercem, ale nie mam swojego, gdyż mój styl życia i liczne wyjazdy mi na to nie pozwalają. To świadomy wybór, na który stać i ciebie.

Zmotywowany właściciel, aby pozbyć się zwierzaka często będzie szukał do skutku aż znajdzie kogoś, kto uśpi jego psa. Jak się nie uda, zabije go sam, w najlepszym przypadku odda do schroniska, ewentualnie… podrzuci lekarzowi weterynarii pod gabinet. Notorycznie napotykamy sytuacje, kiedy ktoś przywiązuje niechciane zwierzęta do klamek przychodni albo podstawia pudła z żywym prezentem w środku. Doktorze Doczekalski – czy to nie brzmi znajomo? W szpitalach przynajmniej z tą różnicą, że ktoś po świętach po starszą osobę ktoś się zgłosi – u nas już niekoniecznie. Wielu z nas adoptowało porzucone lub skazane na eutanazję zwierzęta. Wielu z nas szukało później domów swoim pacjentom, angażowało nieodpłatnie swój czas wolny na pracę adopcyjną. Zdarzało się nam przy okazji słyszeć, że i tak jesteśmy w tej branży tylko dla pieniędzy i że nie mamy serca. A czy z sercem jest przywiązać w lesie do drzewa niechcianą sukę, niech umrze z głodu, a szczeniaki zapakować do pudła i wyrzucić na śmietnik?

Nazywajmy po imieniu, nie hejtujmy

Dziękuję Panu Doktorowi Doczekalskiemu za zwracanie uwagi na olbrzymi problem “podrzucania” osób starszych na święta. Tym samym dołączę z naszym apelem dotyczącym wyrzucania i pozbywania się starszych zwierząt. Bierzmy przykład z Warszawskiej Izby Lekarskiej i pomyślmy o wspólnej akcji uświadamiającej “Zwierzę to nie prezent” albo “Wspólne wakacje”. Będę tym samym apelować do naszej branży i prosić kolegów o odpowiedni dobór języka do komunikowanych treści. Jesteśmy tylko ludźmi, to fakt, ale przy formułowaniu przekazu do opiekunów zwierząt obowiązuje nas etyka lekarska. Uczmy, informujmy, uświadamiajmy, ale nie straszmy, nie potępiajmy, wyśmiewajmy czy stosujmy komunikatów nacechowanych agresją. Proszę, zastanówcie się dwa razy, zanim użyjecie w sieci niecenzuralnych słów pod kątem opiekunów, którzy chcieli zwierzę uśpić albo wręcz napiszecie, że się nimi brzydzicie. Mamy trudną, wymagającą emocjonalnie pracę i każdy z nas może być przemęczony i sfrustrowany ogromem zwierzęcego cierpienia, zaniedbań i często roszczeniowymi postawami klientów. Niemniej, zachęcam Was do zastanowienia się dwa razy, jak pełen emocji komunikat, który robi z klienta wroga publicznego numer jeden, rzutuje na naszą profesję jako ogół. Pozycjonując siebie wyżej od opiekuna  możecie poważnie zaszkodzić innym lekarzom weterynarii, którzy warunków do adoptowania pacjentów nie mają bądź… robić tego nie chcą, bo jakby nie było nie są do tego zobowiązani. Ich opinia publiczna paradoksalnie odbierać może gorzej, właśnie przez wasze działania. “Przecież prawdziwy weterynarz jest w tej profesji z pasji i powołania!” Jestem jak najbardziej za uświadamianiem, co też sama od dawna robię, jednak zdecydowanie odcinam się od komunikatów w sieci, które mają na celu publiczny lincz, czy też są miejscem do wylania frustracji, do tego w pełen nienawiści lub niekulturalny sposób. Do oceny działań naszych klientów służą prywatne fora i grupy zawodowe. Czy w działaniach izby lekarskiej widzicie tego typu sformułowania? Czy pediatrzy piszą w sieci, że nienawidzą matek zaniedbanych dzieci? Chwilowa sława i przychylne komentarze w sieci dla waszych działań napędzają późniejsze oczekiwania części klientów, że teraz nie muszą już w ogóle się trudzić, bo wystarczy u nas podrzucić niechciane zwierzę. A Ci, którzy realnie powinni je uśpić, mogą bać się przyjść i będą jeszcze dłużej zwlekać z przyjściem. Ponad połowa opiekunów zwierząt ma problem z podjęciem decyzji o eutanazji i ma wątpliwości, czy moment był odpowiedni. To od nas wszystko zależy.

Spróbujmy wspólnie pomyśleć o długoterminowym efekcie tego typu działalności i tym, jak jednostkowe działania lekarzy w sieci rzutują na naszą profesję. Naszym obowiązkiem jest działać bez oceniania, pomagać, prowadzić i wspierać. Nazywajmy, ale nie hejtujmy. Straszenie, wyśmiewanie i linczowanie sytuacji nie zmieni. Zaś ludzi, którzy robią źle i tak nie oduczy, a nam samym może tylko zaszkodzić. To po naszej stronie jest czasochłonna i trudna misja edukacji społeczeństwa w zakresie potrzeb i zdrowia zwierząt. Również i ja i tysiące kolegów w kraju i za granicą uratowało zwierzę od eutanazji i śmierci lub szukało domu podrzuconym maluchom. Robimy to w milczeniu bez pogoni za sensacją, bez późniejszego oceniania klientów w sieci i napędzania tym samym spirali nienawiści i internetowego hejtu na opiekunów, którzy źle postąpili. Nie pozwala na to etyka zawodowa i tajemnica lekarska, z której zwolnić może nas w takiej sytuacji tylko opiekun. Pytanie jak on się poczuł, czytając wasze słowa? Lekarz weterynarii to zawód zaufania publicznego. Chciałabym, abyśmy wszyscy je wzbudzali.

Bibliografia:

W tekście użyto fragmenty rozmowy dr. Pawła Doczekalskiego z TOK FM na temat akcji “Wspólne święta” http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103085,25500701,rodziny-specjalnie-pogarszaja-stan-zdrowia-osob-starszych-przed.html

https://pulsmedycyny.pl/warszawa-dolacza-do-akcji-wspolne-swieta-977671

No Comments

Post A Comment