Najcenniejsza jest wymiana doświadczeń – wykłady dla IVSA

Miejsc na sali brakło, fot. IVSA Kraków
Miejsc na sali brakło, fot. IVSA Kraków

W zeszłym roku niezależnie zostałam poproszona przez trzy oddziały IVSA (International Veterinary Student Association) o wygłoszenie wykładu dla studentów weterynarii w Warszawie, Lublinie i Krakowie. Długo się nie zastanawiałam, to na prawdę wielki zaszczyt i postanowiłam podejść do tematu na serio. Odwiedziłam wydziały we wszystkich trzech miastach, a frekwencja na prawdę miło mnie zaskoczyła. To tylko potwierdziło moje przypuszczenia, że tak jak ja niedawno, młodzi adepci sztuki weterynaryjnej są totalnie zagubieni i potrzebują wymiany doświadczeń i porad. Nikt ze „starszyzny” nam tego nie mówi, nikt nas na nic nie przygotowuje. Nie wiemy jak zacząć, jak się przygotować, nie wiemy jak rozmawiać z klientem, jak wyceniać nasze usługi.

Każdy z nas zaczyna tak samo, fot. IVSA Kraków
Każdy z nas zaczyna tak samo, fot. IVSA Kraków

Wyszłam z założenia, że na spotkanie przyjdą studenci różnych roczników, a mówienie o skomplikowanych klinicznych lub naukowych tematów nie ma zbytnio sensu, gdyż sama pamiętam, jak ostatnie czego było mi potrzeba w natłoku teorii był kolejny przeteoretyzowany wykład. Postanowiłam więc po prostu podzielić się tym, o czym nikt nie mówi, czyli tym, jak znaleźć pierwszą pracę, jak się przygotować do rozmów, pisania CV, na co zwrócić uwagę oraz… jak znaleźć swoją niszę zawodową.

Co ma sprawić, że to Ciebie zatrudnię?, fot. IVSA Kraków
Co ma sprawić, że to Ciebie zatrudnię?, fot. IVSA Kraków

Już po chwili rozmów i praktycznych zadań potwierdziły się moje przypuszczenia – nie jest dobrze. Na pytanie o składowe 100 zł, które zostawia u nas klient w gabinecie odpowiedzieli nieliczni. O tym, że mamy podatek VAT (pomijam już stawkę), pamiętały może trzy osoby, o tym że jest podatek dochodowy, również mało kto. Czara goryczy przepełniła się podczas pytania o to, ile chcieliby zarabiać. Po usłyszeniu licznych głosów, że pomiędzy 1200 a 1600 netto zrobiło mi się bardzo przykro. To tylko potwierdza, jak niskie mniemanie mamy o sobie zaraz po ukończeniu studiów w branży małych zwierząt.

Podzieliłam się z nimi moimi staraniami o pierwsze prace, o rozmowach kwalifikacyjnych, o zwalnianiu z pracy smsem, o tym jakiej presji i poniżeniu często jesteśmy przez szefów poddawani. Kiedy powiedziałam, że przeciętnie lekarz weterynarii zarabia 15-20 zł brutto (oczywiście, jeśli pracuje legalnie), studenci przetarli oczy ze zdumienia. Marny zarobek jak na tyle lat wyrzeczeń i starań? Nikt nam o tym nie mówi, wszyscy myślą, że jakoś będzie dobrze, łudzą się, że pociągną a potem sytuacja się poprawi.

Trzeba zacząć od podstaw -  bez badania klinicznego nie ma weterynarii. Druga trudna umiejętność to rozmowa z klientem - my nie pracujemy ze zwierzętami, wyzwaniem często są ich właściciele. fot. IVSA Kraków
Trzeba zacząć od podstaw – bez badania klinicznego nie ma weterynarii. Druga trudna umiejętność to rozmowa z klientem – my nie pracujemy ze zwierzętami, wyzwaniem często są ich właściciele. fot. IVSA Kraków

Sytuacja na rynku od dawna jest dramatyczna, co w połączeniu z brakiem stabilności doprowadziło mnie do założenia własnej działalności gospodarczej. Od dłuższego czasu przygotowywałam się solidnie oceniając moje mocne strony i w końcu założyłam VETNOLIMITS korzystając z pożyczki „Wsparcie w starcie” dzięki której, mogłam ukończyć wymarzone szkolenia i podnieść swoje kwalifikacje zawodowe oraz zakupić niezbędne książki oraz sprzęt.

Własny biznes to duża odpowiedzialność, ale i niezależność i samodzielne zarządzanie czasem. Uczy świetnej organizacji oraz planowania. Zdecydowałam się zawodowo zająć nauką angielskiego medycznego oraz tłumaczeniami, aby umożliwić kolegom z branży wyjazd na wymarzony staż, konferencję, obsługę pacjentów zagranicznych lub emigrację zarobkową (a takich kursantów mam bardzo dużo).

pobraneWszystkim Wam polecam książkę „Strategia błękitnego oceanu”, która pozwala na konstruktywną analizę swoich mocnych stron – mnie pozwoliła na stworzenie własnej niszy – jedynego w swoim rodzaju profesjonalnego kursu angielskiego medycznego dla profesji weterynaryjnej, prowadzonego i stworzonego przez lekarza weterynarii. Kilka edycji za mną, E-Learning ma coraz większą popularność, serce mi rośnie. Pomysł to jedno, włożenie całego serca w realizację i zrozumienie potrzeb innych i dołożenie wszelkich starań, by je zapewnić – to druga połowa sukcesu. Studencie – myśl o swoich mocnych stronach i do roboty :)

Reklamy