Praktyki w San Francisco SPCA – California my second home ;)

DSC01788 (1024x768)Pod koniec września tego roku znowu dane było mi wyjechać do USA. Jeszcze do żadnego miejsca nie wracałam aż tyle razy i to w tak krótkim czasie – to już moja trzecia wyprawa od grudnia zeszłego roku, razem spędziłam na miejscu trzy miesiące :)

Tym razem trasa lotów była dość rozciągnięta  w czasie, bo zdecydowałam się na jednodniowe międzylądowanie w Chicago, gdzie z Johnem z couchsurfingu śmigaliśmy po mieście na rowerach i udało nam się odwiedzić Chicago Institute of Art, gdzie znajdują się m.in dzieła ukochanego przeze mnie Henri Tolouse-Lautreca oraz spora kolekcja impresjonistów, zbiorów Japońskich (słynne fale tsunami Hiroshihe Utagawa), zbiorów antycznych, malarstwa europejskiego i wielu innych. W końcu jednak po odbyciu trasy Warszawa-Londyn-Chicago-San Francisco dotarłam do Doliny Krzemowej, gdzie czekali na mnie przyjaciele :)

Tym razem spędziłam trzy tygodnie w San Francisco SPCA, miałam szczęście bo byłam w tym okresie jedyną studentką, więc w DSC01987 (1024x768)pełni wykorzystałam swój czas. Zostałam bardzo ciepło przyjęta przez lekarzy i techników, już trzeciego dnia pobytu wspólnie świętowaliśmy 145 rocznicę założenia SF SPCA. To drugi największy szpital weterynaryjny w USA i najstarsza placówka tego typu. Poza kliniką weterynaryjną oraz kliniką kastracyjną (zajmują się tylko sterylizacjami i kastracjami) w skład olbrzymiego kompleksu wchodzi też część schroniskowa, centrum adopcyjne, centrum szkoleniowe dla psów oraz ośrodek edukacyjny dla dzieci i młodzieży. SPCA zatrudnia około 200 osób oraz wielu wolontariuszy, którzy pomagają w opiece nad zwierzakami, ich socjalizacji oraz wyprowadzaniu na spacery i zabawie.

Na miejscu przez trzy tygodnie przyjęliśmy niezliczoną ilość pacjentów, wielu z nich to tzw. emergency (m.in. stany nagłe i wypadki drogowe). Tutaj uczyłam się szybkiej oceny stanu pacjenta, poprawnego protokołu postępowania, płynoterapii oraz opieki szpitalnej. Asystowałam przy wielu zabiegach – z najciekawszych – zabiegi splenektomii, entropium, FHO (osteotomia głowy kości udowej), cystotomii, enterektomii, laparotomii zwiadowczej, wycięcia DSC01974 (1024x768)wszelakiej postaci guzów i wielu, wielu innych. Dużo czasu spędzałam w laboratorium, dokonując prawidłowej oceny rozmazów krwi, osadu moczu, biopsji, wymazów z uszu, zmian skórnych, kału, badań parazytologicznych oraz oczywiście pełnych badań krwi (hematologia z biochemią). To tutaj pierwszy raz usłyszałam o alternatywnej teorii Stewarta dot. różnicy mocnych jonów pozwalającej na ustalenie równowagi kwasowo-zasadowej, co pozwala na prawidłowe zastosowanie płynoterapii. Regularnie uczestniczyłam w konsultacjach w gabinecie, oraz nawet zostałam poproszona o tłumaczenie kilku wizyt hiszpańskojęzycznych, ze względu na duży udział latynoskiej ludności. Także to mój debiut w tej materii :) Poza tym dzięki dodatkowym prelekcjom, oraz doskonałej opiece doktora Rogera Helmersa, który jest wybitnym i doświadczonym lekarzem miałam ciągle pełne ręce roboty. Dużo czasu udało mi się poświęcić też na diagnostykę obrazową – prawidłową ocenę zdjęć RTG, badania USG oraz echo serca. Niestety RTG i USG kompletnie kulało w szkole, dlatego bardzo się cieszę, ze ktoś życzliwy wreszcie mi ten temat wyjaśnił od początku do końca.

DSC01948 (1024x768)DSC01950 (1024x768) DSC01812 (1024x768) DSC01953 (1024x768) DSC01813 (768x1024)DSC01959 (1024x768)DSC01957 (1024x768)DSC01956 (1024x768)DSC01965 (1024x768)DSC01969 (1024x768)DSC01980 (1024x768)DSC01982 (1024x768)DSC01952 (1024x768)DSC01954 (1024x768)DSC01955 (1024x768)DSC01963 (1024x768) DSC01964 (1024x768)DSC01971 (1024x768)DSC01981 (1024x768)DSC01985 (1024x768)

Trzy tygodnie minęły w oka mgnieniu, bardzo się polubiliśmy z zespołem i aż nie chciało się wyjeżdżać. Do tego świętowaliśmy?????????????????????? wspólnie National Veterinary Technician’s Week, co oznaczało masę wspólnie spędzonego czasu oraz darmowe jedzenie przez cały tydzień :)Jeszcze nigdy w żadnym miejscu nie czułam tak mocnego ‚team spirit’, gdzie cały zespół się wspiera i działa razem. To było kolejne genialne learning experience i następny krok w długiej drodze do stania się specjalistą.

W wolnym czasie, jak to w Kalifornii, można cieszyć się outdoorem – codziennie jazda na rowerze, pierwsza lekcja surfingu, trekking ze znajomymi, pikniki, spacery po plaży i oczywiście życie nocne i rozrywka – clubbing w Ruby Sky, koncert Mr. Oizo oraz genialny nowy film o F1 – Rush.

Ostatnie 4 dni spędziłam z Derikiem z Los Angeles, znajomym z Couchsurfingu. Tak jak poprzednio, nocny autobus SF-LA i potem 3 dni w samochodzie na ‚mini’ road tripie – San Diego DSC01896 (1024x768)(jedno z najsłynniejszych zoo na świecie!) i dalej poprzez pustynię Nevada oraz Las Vegas dostaliśmy się na północną krawędź Wielkiego Kanionu Rzeki Colorado oraz odwiedziliśmy Bryce Canyon oraz Zion National Park. To był prawdziwy camping – steaki z grilla oraz pyszne ‚smores’ czyli marshmallows opieczone w ognisku na patyku z czekoladą i biszkoptami. W ciągu 4 dni zrobiłam prawie 4000 km! Hehe, przy takiej cenie benzyny (2,8 zł/l) oraz takich drogach można jeździć :) Do San Francisco wróciłam w nocy 23 września, skąd rano następnego dnia czekała mnie droga do domu poprzez Nowy Jork i Londyn. Jak zwykle z okropnym jet-lagiem, niedospana i zmęczona, ale niesłychanie szczęśliwa wróciłam do Warszawy prosto na… XXI Kongres PSLWMZ! :)

DSC01988 (1024x768)

Reklamy