Trzy miesiące później… Azja, sesja, praktyki z chirurgii i kraina wikingów

Tak, tak, wiem.  Już nawet zaczęliście pisać do mnie maile czy żyję i kiedy coś nowego wrzucę na bloga. Tak się składa, że w moim życiuDSC00411 (1024x768) jeszcze wszystko nabrało tempa.Czas to pieniądz, jak niektórzy mówią, a ja tego czasu mam ultramało, a żeby finansować szalone podróże, też trzeba pracować :)

Zacznę zatem od drugiej połowy wyprawy do Tajlandii i Kambodży. W końcu spełniliśmy tym samym ze znajomymi sen i niebiańskich plażach i słoniach na wyciągnięcie ręki. Z południa kraju, znad Zatoki Tajskiej przelecieliśmy do Phnom Phen, czyli stolicy Kambodży. Oczywiście naszym celem podróży były słynne ruiny Miasta Angkor Wat, znane laikom z filmów takich jak Tomb Raider czy Indiana Jones. Klimat nie z tej ziemi, wszystko za one dollar i do tego lampa z nieba – to są wakacje!

Na północ Tajlandii do Chiang Mai dostaliśmy się znowu samolotem do Bangkoku i do starej stolicy kraju – Ayuttahaya, gdzie podziwialiśmy niezwykłą architekturę świątynną złożoną z dziwacznych stożkowatych piramid. Dalej nocnym pociągiem. Przeżycie jakich mało! W Chiang Mai zafundowaliśmy sobie oczywiście zabawę z uroczymi i ultrainteligentnymi słoniami azjatyckimi, które w przeciwieństwie do afrykańskich są oswojone. Odwiedziliśmy też wioskę kobiet Padaung słynących z niesamowicie długich szyj. Tak na prawdę szyje mają normalnej długości, jednak obręcze, które noszą od wczesnego dzieciństwa deformują im korpusy, które opadają coraz niżej dając takie złudzenie.

 DSC00606 (1024x768)DSC00478 (1024x768)

Z Chiang Mai, wróciliśmy do Bangkoku, gdzie spędziliśmy jeszcze 3 dni odwiedzając ociekający złotem pałac królewski, gigantycznegoDSC00688 leżącego Buddę, świątynię wiatrów i ok 120 km od stolicy – największy kuluar świata – Pattayę. Bynajmniej nie był to mój pomysł, ale znajomi koniecznie chcieli się jeszcze pogrzać na plaży. Średnia wieku wśród turystów 50+, młodziutkie, seksowne tajeczki chodzące ze starymi typami za rękę, spoglądające seksownie  z maleńkich czerwonych lokalików. Wszystko jest na sprzedaż w dzisiejszych czasach… Na lotnisku w Bangkoku już w sali odlotów widzieliśmy jeszcze kilka takich osobliwych par, widocznie kilku panów postanowiło przywieźć sobie egzotyczną pamiątkę z wakacji…

UAKTUALNIONA GALERIA Z WYPRAWY

———————————

IMG_20130611_092921Po powrocie do Warszawy w połowie maja zostało mi już tylko 6 tygodni szkoły. Dwa stanowiły staże z chorób zakaźnych oraz chorób ptaków, a pozostałe – zaliczenia i egzaminy. Udało mi się ze wszystkiego wyjść obronną ręką i pozaliczać w pierwszych terminach! Co oznacza, że oficjalnie jestem wolnym i szczęśliwym człowiekiem :)

———————————

W lipcu postanowiłam wyjątkowo zostać w Warszawie, bo przez pięć lat studiów na wakacje zawsze wyjeżdżałam. Zapisałam się oczywiście na kurs hiszpańskiego i tak przez cztery tygodnie do południa czas spędzałam w klinice MediWet na ul. Gagarina pod okiem cudownego dr Sławka Gizińskiego, z którym miałam dwa lata temu zajęcia z rozrodu. Fantastyczna dr Anna Zlot zajmuje się w tym miejscu anestezjologią, więc2013-07-10 11.09.20 mogłam podpatrzyć jej pracę i pomóc w przygotowywaniu pacjentów do zabiegów oraz samej sali chirurgicznej, co bynajmniej, gdyby przestrzegać wszystkich zasad, nie jest sprawą tak banalną. Poza oczywistym przestrzeganiem higieny i zasad aseptyki, należy wykonywać określone procedury w konkretnej kolejności, dbać o bezpieczeństwo swoje i innych, a także stosować szereg zabezpieczeń, które mają na celu uniknięcie infekcji pooperacyjnej – czepki, fartuchy, przygotowanie stolika operacyjnego, szorowanie rąk w odpowiedni sposób. Myślę, że weszło mi to już w krew. :)

Liczne kastracje, sterylizacje, mastektomie, operacje guzów, skrętów żołądka, amputacje a także zabiegi ortopedyczne, utwierdziły mnie w przekonaniu, że to właśnie chirurgią i neurologią chcę się zająć. O kolejnych moich planach usłyszycie niebawem :) oczywiście nie rezygnuję z egzotycznych zwierzaków. Doszłam jednak do słusznego wniosku, że jeszcze nasza polska weterynaria nie jest na to do końca gotowa, dlatego pozostanie to raczej w sferze mojego hobby. Większości ludzi dalej nie stać, żeby regularnie odrobaczać kota, dlatego operacje u gryzoni nadal są jednak rzadkością…

——-DSC00990 (1024x768)

Dwa miesiące w jednym mieście to zdecydowanie za dużo, dlatego wraz z koleżanką Gosią pod koniec lipca na 5 dni wybrałyśmy się do Norwegii. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że to jeden z moich ulubionych krajów. Trzy lata temu odwiedziłam fjordy zachodnie – okolice Bergen i Sognefjorden oraz Stavanger i słynne Preikestolen – skalną półkę, której zbocza stromo opadają do pięknego fjordu.

Tym razem poleciałyśmy za grosze do Oslo, gdzie pobliskim Moss spędziłyśmy dwie noce na couchsurfingu i zwiedziłyśmy dokładnie stolicę – muzeum Muncha, muzeum statku Fram, na którym Amundsen płynął na biegun południowy, muzeum łodzi Kon-Tiki, muzeum folkloru oraz słynne centrum sportowe Homenkollen, gdzie Adam Małysz triumfował wielokrotnie. Uff, atrakcji było aż nadto. Stamtąd autostopem pokonałyśmy około 600 km i dotarłyśmy do Trondheim, gdzie zostałyśmy jeszcze trzy dni. Oczywiście na couchsurfingu ;) W związku z tym, nie wydałyśmy ani grosza na transport i noclegi!

Poznałyśmy na miejscu świetnych ludzi, którzy okazali nam swoją gościnność. Mogłyśmy więc zasmakować świeżo złowionej norweskiej makreli i odstawić na chwilę zapas konserw i kabanosów, które przywiozłyśmy z Polski. Ceny a DSC01112 (1024x768)Norwegii są dramatycznie wysokie, dlatego każda oszczędność jest na wagę złota. Koncert lokalnego rock bandu, wyspa Munkholmen, cudowna starówka oraz największa katedra Skandynawii – Nidaros to tylko niektóre z atrakcji.

Długo czekałam na powrót do tej dziewiczej krainy. W lipcu słońce zachodzi tylko na 3 godziny w okolicach Trondheim, zaś 900 km na północ (o Boże, można jeszcze dalej jechać?) nie zachodzi wcale. Już kusi mnie kolejna wyprawa… nurkowanie na Lofotach, rejs z orkami, brama Arktyki i przylądek Nordkapp? Tylko skąd ja na to wezmę pieniądze? ;)

Do Polski wróciłam raptem na 4 dni, zaopatrzyłam się po drodze w futro renifera (Mama: na co Ci ten renifer wariacie?), a tak się składa, że ja zawsze chciałam mieć futroskórę renifera. To jest kwestia priorytetów – najpierw żresz konserwowe mięso przez prawie tydzień, żeby móc sobie pozwolić na ‚małą’ przyjemność (no w sumie to futro jest gigantyczne) i wydać kilka stów, żebyDSC01139 (1024x768) potem za jakiś czas usiąść na tym reniferze z wnukiem i opowiadać mu o trollach, fjordach i o tym co babcia wyprawiała, jak była młoda. Ot, co ;)

zdjęcia z Norwegii zobaczycie TUTAJ

26-27 lipca zaliczyłam jedno z najlepszych przeżyć muzycznych w moim życiu, czyli Festiwal Audioriver w Płocku. Dwa dni elektronicznych i drum’n’bassowych rytmów – Paul Kalkbrenner, Netsky, Rudimental, Kamp, Submotion Orchestra, Mr. Oizo… Koniecznie jadę za rok jeszcze raz :)

Prosto z festiwalu wsiadłam w Łowiczu do pociągu, dosiadła się do mnie w Warszawie Żaneta i Gosia i razem ruszyłyśmy w kolejną podróż, która tym razem miała trwać prawie trzy tygodnie… ale o tym niebawem :)

Na koniec pocztówka z Tajlandii, z pomocą Instagramu :)

IMG_20130504_215813

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s