Konie, koniki, tajemnice ludzkiego mózgu i słoneczna Tajlandia

mam 4 dni - sama słodycz :)
mam 4 dni – sama słodycz :)

Ostatnio miałam istne urwanie głowy. Ten semestr okazał się bardzo ciężki i nabity zajęciami,ze względu na realizację staży z chorób dużych zwierząt. Mam już za sobą rozród, internę i chirurgię. Wolny czas spędzałam pisząc prace stażowe na zaliczenie. Nie jestem najbardziej zainteresowana zwierzętami gospodarskimi, ale udało mi się wynegocjować tematy z neurologii koni i bydła, a konkretnie z zespołu Hornera i zaburzeń ze strony nerwów czaszkowych – trójdzielnego i twarzowego. Poza tym na rozród napisałam pracę o wybranych problemach w odchowie osieroconych słoniąt. Niestety nie doczekałam się nawet recenzji, bo chyba nikt  z prowadzących nie bardzo miał pojęcie jak zweryfikować moją wiedzę w tej materii. Do tego naszym zadaniem było naprodukować kilkadziesiąt kart chorobowych badanych klaczy i krów – bardzo pouczające. Z chirurgii doczekaliśmy się wyjazdu do Walewic i Zgierza, gdzie przyglądaliśmy się kastracji ogierów i badaniu klaczy na źrebność. Przemiły lekarz terenowy z tych okolic kastrował ogiery na stojąco za pomocą kleszczy Sanda. Koń dzięki układowi ustaleniowemu w kończynie nie położy się pod wpływem płytkiego znieczulenia ogólnego, dlatego możliwe jest wykonywanie zabiegów na stojąco.

Udało mi się wygospodarować trochę czasu i codziennie uczęszczać na zajęcia jogi. Wróciłam do sprawdzonej szkoły, do której kiedyś chodziłam, gorąco wszystkim polecam Jogę na Foksal i na Długiej w Warszawie. Już po kilku zajęciach udało mi się wrócić do dawnej formy i gibkości. Po tak długiej zimie postanowiłam coś w końcu ze sobą zrobić, bo moje ostatnie miesiące od powrotu były życiem ameby – dokładnie jak w sesji; nauka, spanie i praca.

Dzięki moim przyjaciołom Sebastianowi i Oli poznałam niedawno genialną stronę WWW.COURSERA.ORG, na której można się zapisać za darmo na kursy w e-
learningu prowadzone przez najlepsze uczelnie na świecie. Wybierać można do woli – od gry na gitarze, po historię Chin, programowanie, ochronę środowiska i medycynę. Moi znajomi już od dawna robią np. kursy programowania na Harvardzie, a ja dopiero w zeszłym miesiącu usłyszałam o tej stronie. Z miejsca zapisałam się na MEDICAL NEUROSCIENCE, prowadzone przez dr Leonarda White’a z Duke University (uwielbiam tego człowieka!). To bardzo intensywny kurs, który składa się z doskonałych wideotutoriali i pomaga zgłębić się z skomplikowany świat ludzkiego układu nerwowego. Jestem po dwóch pierwszym tygodniach i mam za sobą pierwszy test. Kurs trwa 8 tygodni i trzeba na niego poświęcić ok. 16-20 godzin tygodniowo. (Oczywiście ucząc się od zera i powtarzając cały materiał,) Staram się jak mogę obejrzeć wszystkie filmy w terminie, bo na dodatkowe powtarzanie nie mam już po prostu czasu. Niemniej, mnóstwo się nauczyłam po pierwszych lekcjach dotyczących anatomii i histologii – kurs obfituje w zajęcia z użyciem ludzkich mózgów, preparatów w różnych projekcjach i wizualizacji. Zajęcia prowadzone są po angielsku, dlatego jest to genialna okazja do studiowania całej skomplikowanej medycznej nomenklatury.

Kolejnym kursem, na który jestem zapisana jest CANINE THERIOGENOLOGY na University of Minnesota, który rusza 3 maja. Na szczęście ma znacznie mniejszy wymiar godzin. Już nie mogę się doczekać!

Aha, i prawie bym zapomniała. Dzisiaj wybieram się na wyczekane wakacje – przede mną prawie trzy tygodnie w Tajlandii i Kambodży z trójką znajomych. Ostatnie dwa miesiące szkoły mocno mnie zmęczyły i pora zaznać trochę prawdziwego słońca, bo po tej zimie myślałam, że już nigdy nie nastanie wiosna. Gdyby nie Kalifornia, to, jak powiedzieli w telewizji, miałabym całe 15 dni słońca  w Polsce. Zaczynamy od Bangkoku, następnie lecimy do Krabi i spędzamy kilka dni na wyspach nurkując, potem obieramy kierunek Phnom Phen i świątynia Angkor Wat a na koniec odwiedzamy słonie w Chiang Mai na północy Tajlandii. Obiecuję pisać, jeśli tylko czas i internet mi pozwolą.

Ten weekend jest pierwszym wolnym weekendem od dłuższego czasu, kiedy nie pracuję i nie jeżdżę po Polsce, więc miałyśmy okazję z moją nową śliczną współlokatorką Izą pobawić się w Sketchu i Powiększeniu. Przyłożyłyśmy głowy do poduszki o 5, a tu czas wstawać – Advil, zimny energetyk i pakowanie plecaka. Do Polski wracam 16 maja, do tego czasu jestem w kontakcie mailowym. Uwielbiam swoje życie :)

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s