Staż z rozrodu dużych zwierząt w Dobrzyniewie – urodziny w oborze

dowód dla wszystkich, który śmieją się jak o tym opowiadam ;)
dowód dla wszystkich, który śmieją się jak o tym opowiadam ;)

Zaraz po moim powrocie z USA zaczął się bardzo intensywny semestr stażowy w szkole, podczas którego realizujemy zajęcia z zakresu medycyny zwierząt gospodarskich. W pierwszy tygodniu mieliśmy zajęcia w rzeźni krów w Chobocie, podczas których uczyliśmy się lokalizować układ rozrodczy w badaniu rektalnym oraz w klinice na Wolicy wykonywaliśmy badanie USG izolowanych macic w łaźni wodnej. Wraz z teorią był to wstęp do właściwego stażu, który realizowaliśmy w Gleśnie, Złotnikach i Dobrzyniewie.

Zachęcona zdjęciami pierwszych pierwiosnków w internecie, jeszcze podczas mojego pobytu w Kalifornii dałam się nabrać na optymistyczną prognozę pogody i nadzieję na wiosnę. Niestety jak na złość dwa dni przed wyjazdem pogoda się załamała i nadszedł niż, który przyniósł mróz i opady śniegu.

Już w poniedziałek z samego rana byliśmy gotowi w szpitalu krów w Gleśnie, gdzieDSC09846 stacjonowaliśmy w starym dworku. Cały dzień, z krótkimi przerwami na posiłki i drzemkę mijał nam na badaniach rektalnych krów holsztyńsko-fryzyjskich i USG. Nasi prowadzący dr Domino oraz dr Giziński dokładali wszelkich starań abyśmy nauczyli się poprawnie wykonywać badanie i lokalizować szyjkę macicy, rogi oraz jajniki. Nie ukrywam, że już po 20 minutach w oborze w temperaturze kilku stopni było nam tak przeraźliwie zimno, że zaczynaliśmy szczękać zębami. Po wieczornych prelekcjach zmęczeni i wymarźnięci kładliśmy się wcześnie spać.

Dzień później udaliśmy się do Złotnik. Nasze GPSy zlokalizowały w okolicy Bydgoszczy i Poznania trzy różne Złotniki, dlatego z perypetiami w końcu dotarliśmy na miejsce. W pewnym momencie trzy różne samochody jechały w trzy różne miejsca. W tamtej oborze wraz z lekarzem wterynarii taśmowo badaliśmy krowy, oglądaliśmy jak wykonuje się badanie USG i pomagaliśmy w diagnozowaniu torbieli pęcherzykowych, luteinowych, owulacji oraz ciąży u krów simentalskich. Pomagaliśmy również  wpodawaniu odpowiednich leków, które albo doprowadzały do owulacji, albo leczyły torbiele. DSC09839 (800x600)Była to więc okazja aby nauczyć się poprawnie wykonywać zastrzyki podskórne i domięśniowe, co u krów ze względu na grubą skórę może sprawić trochę kłopotów. Na porodówce mogliśmy badać krowy, które niedawno się wycieliły i oceniać stopień inwolucji macicy oraz ew. jej zapalenie. Znów wymęczeni, wymarznięci i śmierdzący wróciliśmy na schaboszczaka i do spania.

Następnego dnia pełna gotowość przypadła na 6.30 i razem z innym lekarzem terenowym…znowu badaliśmy krowy (a cóżby innego?) tym razem podczas porannego doju. Po kolejnej porcji krowiego łajna udaliśmy się do Hodowli Koników Polskich w Dobrzyniewie, gdzie badaliśmy klacze, a następnie miłym urozmaiceniem była jazda w niedalekiej stadninie. Niektórzy siedzieli pierwszy raz  na końskim grzbiecie! 20 marca był też dniem moich urodzin, dlatego cieszę się, że jazda konna była miłym prezentem po smrodliwym poranku z ręką w krowim odbycie. Dr Giziński okazał się wytrawnym ornitologiem i razem wybraliśmy się na obserwację ptaków i na wycieczkę do skansenu. Do najciekawszych obserwacji należały definitywnie rybołów (sic!) – jest ok. 40 par w Polsce oraz ślepowron.

DSC09856 (800x600)DSC09875 (800x600)DSC09864 (800x600)

DSC09858 (800x600)DSC09836 (800x600)DSC09902 (800x600)

W czwartek rano skierowaliśmy się do Bydgoszczy, gdzie w lokalnym laboratorium inspekcji weterynaryjnej wysłuchaliśmy wykładu oDSC09848 (800x600) czynnikach etiologicznych mastisis, a następnie oglądaliśmy pod mikroskopem preparaty, z których najciekawszy był glon Pythium, o którym dotychczas tylko uczyłam się w teorii. Glony te powodują podkliniczne mastisis, trudne do diagnozowania i leczenia. Następnie ruszyliśmy do Warszawy, dokąd dotarliśmy po południu. To było intensywnych, mroźnych i pachnących oborą dni. Pomimo dokuczliwego chłodu, dzięki entuzjazmowi naszych prowadzących oraz cudownej grupie kolegów udało mi się przetrwać te kilka dni. Do końca życia zapamiętam słowa naszej prowadzącej „Zimno Ci? To łapki do roboty, będzie ciepło po pachy.” Jedno jest pewne – uwielbiam mleko i nie pogardzę pyszną wołowiną, ale specjalistą chorób bydła to ja nie będę ;)

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s