Welcome to Hell! – Park Narodowy Hell’s Gate i niezwykle spotkanie nad jeziorem Naivasha

Po opuszczeniu Masaai Mara ruszylysmy stopem w kierunku jeziora Naivasha w centralnej czesci Doliny Rift. Ostatni odcinek pokonalysmy wraz z lokalnym hodowca koni krwi angielskiej, ktory przekazal nam bardzo ciekawe informacje, ze niedaleko mieszka pewna Polka, ktora ma tutaj swoja rezydencje i uwielbia dzikie zwierzeta…

Jak to zwykle bywa, namiot rozstawialysmy po ciemku. Rano obudzily nas ryki hipopotamow i skrzeki ibisow, wygramolilysmy sie wiec na molo powitac swit nad jeziorem. widok byl olesniewajacy, poprzez gestwine papirusow niesmialo budzilo sie slonce.

Po pysznym kontynentalnym sniadaniu wskoczylysmy na rowery i pognalysmy wprost…do bram piekiel.

Park Narodowy Hell’s Gate jest znany m.in. z tego, ze krecono tutaj sceny do Indiany Jonesa i Tomb Raidera. Ten drugi co  do wielkosci kenijski park (liczy sobie tylko niewiele ponad 68 km kwadratowych) zostal zalozony w 1984 roku. Jest tez jedynym, w ktorym mozna poruszac sie swobodnie rowerem.

Od razu przy wjezdzie nasz wzrok przykula granitowa skala – Fishermen’s Tower. Zachecone i rozbawione postanowilysmy zdobyc szczyt, tym bardfziej ze nasz instruktor bez zabezpieczenia w niecale 5 minut znalazl sie na gorze i juz mocowal nam liny. Po zapieciu wspinaczkowych szelek i liny pierwsz wspinaczke rozpoczela Ela. Po drodze okazalo sie, ze wcale nie jest tak latwo, o czym do dzis przypominaja nam siniaki na kolanach i lokciach. Ostatecznie wspinaczka (trasa dla poczatkujacych) zajela nam ok. 15 minut. Niemniej bylo to absolutnie warte wysilku przedsiewciecie, gdyz widok z gory i spotkanie z przyjaznymi goralkami wyngarodzilo nam wszelkie trudy i strach  przed smiercia na plaskiej scianie w polowie trasy, gdzie na serio nie bylo gdzie polozyc ani reki ani nogi.

Najprzyjemniejsza czescia okazal sie zjazd na linie na dol, o czym dowiedzialysmy sie dopiero na gorze. W trakcie myslalam, ze trzeba bedzie hgelikoptera, bo na pewno nie dalabym rady zgramolic sie ta sama droga z powrotem na dol.

Poobijane wsiadlysmy z powrotem na rowery i ruszylysmy na spotkanie zebrom, zyrafom, antylopom, gazelom, impalom i innym mieszkancom parku. Po przebyciu kilku kilometrow dojechalysmy do bram Hell’s Gate.

Nasz przewodnik, Masaj mieszkajacy w wiosce na terenie parku, opowiadal nam o wlasciwosciach spotykanych tutaj roslin, prezentujac np. lokalny dezodorant, papier scierny i barwnik do tkanin, oraz o lokalnych mineralach i glince. Opuszczalismy sie coraz glebiej na dol kanionu, po drodze miajajac usypiska skalne, strome polki, gorace zrodla i na przemian lodowate i wrzace wodospady oraz wyziewy skalne. Na prawde bylo jak w piekle… Po 1,5 godziny wymagajacego uwagi marszu wydostalismy sie w koncu na powierzchnie podziwiajac fantastyczna panorame parku. Wskoczylysmy wiec z powrotem na rowery i wymeczone, poobijane, umorusane, upaprane glina, ale pelne wrazen ruszylysmy ostatkami sil w kierunku bramy parku. Zas tam na miejscu czekal na nas nasz nowy znajomy… Rob Mill’s.

Prysznic, sukienka, delikatny makijaz i godzine pozniej jestesmy nie do poznania. Rob ponownie zaskoczony zabral nas samochodem na umowione spotkanie po drodze zabierajac nas nad jezioro flamingow. Byl to jeden z najbardziej spektakularnych widokow, jakie kiedykolwiek dane mi bylo widziec. Tysiace rozowych ptakow brodzace w plytkiej wodzie w poszukiwaniu odzywczych alg… poezja natury!

Na miejscu w rezydencji powitala nas Pani Malgorzata Solorz-Zak. Juz w kraju slyszalam, ze od pewnego czasu mieszka w Kenii i zajmuje sie zwierzetami, ale nie zdawalam sobie sprawy, ze akurat tutaj nas zawieje i ze akurat nad jeziorem Naivasha sie spotkamy. Lokalny klimat sprawia, ze jest to idealne miejsce do uprawy kwiatow. Gigantyczne obszary zajmuja plantacje roz, co sprawia, ze Kenia jest bnajwiekszym na swiecie eksporterem cietych kwiatow.

Na miejscu poznajemy rownierz Grzegorza Markowskiego z Perfektu i jego zone Krystyne i wspolnie ruszamy na wzgorze, aby obejrzec zachod slonca nad gorami. Przez droge co chwila przebiegaja bawoly, impale, gazele… nie trzeba jechac do parku narodowego,  niektorzy maja dzikie zwierzaki na wlasnym terenie :)

Po zachodzie slonca wracamy do rezydencji Pani Gosi i spedzamy milo wieczor na rozmowach i przepysznej kolacji. Od slowa do slowa zostajemy przez Roba, ktory jest managerem fundacji na rzecz pomocy dzikim zwierzetom zalozonej przez Pania Malgorzate, zaproszone do wspolpracy. Praktyka weterynaryjna rusza juz 1go marca! Mysle, ze  zawitamy juz niedlugo :)

Reklamy

One thought on “Welcome to Hell! – Park Narodowy Hell’s Gate i niezwykle spotkanie nad jeziorem Naivasha

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s