WAW/CAI

Lot numer 41

22/01/2012 3 godziny przed odlotem – jeszcze nie spakowane. Kawka odebrana z dworca, pizza na stole, truskawkowy tort pożegnalny czeka, a Stroko się grzebie. W końcu rzeczy trafiają na swoje miejsce i jedziemy na Okęcie. Głęboki wdech, czy przypadkiem nie ma nadbagażu – szczęśliwie okazuje się, że nie, torba z ciuchami dla dzieciaków dopchana. Pani z LOT-u pospiesza, że za 3 minuty zamykają bramki. Bagaże nadane do Nairobi.

Krótkie studium zwierząt i wyrobów z listy CITES – są i słonie w gablocie! Stopa, ciosy, skóra… Ostatnie pożegnania, uściski i wymiany uśmiechów, łezka w oku…i biegiem do odprawy bo czas nagli. Kawka piszczy na bramkach jak naładowana, pasek nabijany ćwiekami za każdym razem daje o sobie znać.

Wskakujemy do autobusu, który wiezie nas do samolotu (jak zwykle nie ma rękawa, bo droga obsługa). Pod samolotem pamiątkowe foty z Egipcjaninem (lecimy przez Kair) oraz z Panem Technicznym, któremu aż zakręciła się łza w oku, i już siedzimy na pokładzie małego Boeinga i szamamy kanapki. Do Kairu przylatujemy o 2:30 w nocy (+1h), wbijamy wizę i zaczyna się nasza przygoda na Czarnym Kontynencie…

W Egipcie, w którym wszystko dzieje się samo

Na miejscu dostajemy miejscówkę w hotelu all-inclusive, dlatego że Egypt Air 5 razy pozmieniał nasz lot i mamy 20 godzin postoju w Kairze. Niestety nie starczy, aby odwiedzić miejsce naszych marzeń, czyli Hurghadę, ale postanawiamy podbić piramidy w iście polskim stylu. Ruszamy w kierunku wyjścia a po drodze na pasie bagażowym natykamy się na… nasze plecaki! Dobrze, że spojrzałyśmy, bo wylot mamy z innego terminala. Na zewnątrz już czeka na nas busik do hotelu – żyć nie umierać!

Po 5 godzinach snu i wypasionym śniadaniu idziemy szukać taksówki. Nim zdążyłam podnieść rękę, by coś złapać, zatrzymały się trzy – targowanie poszło więc sprawnie i za pół-darmo ruszyłyśmy w kierunku Gizy. Na miejscu kupujemy bilety unikając kilku ‚oficjalnych rządowych miejsc biletowych’ i za grosze ruszamy w ponad godzinną wyprawę… konno :)

Długo wybieramy konie, większość jest w naprawdę kiepskim stanie, zchorowane, zarobaczone, zapoprężone. Absolutnie nie popieramy takiego traktowania zwierząt i wytykamy to właścicielom odmawiając wsiadania na chore zwierzaki. Specjalnie dla nas przyprowadzają najlepsze konie.

Ela pierwszy raz samodzielnie siedzi w siodle i uczy się wręcz ekspresowo… po widowiskowym tańcu na tylnich nogach rzuca się w dziką szarżę na… wielbłąda. Idealnie trzyma się w siodle a gracji mógłby pozazdrościć jej niejeden jeździec. Konie perfekcyjnie odnajdują się w trudnym piaszczysto-kamienistym terenie, zaś nasz przewodnik na każdym wzgórzu przypomina nam, że widzimy przed sobą trzy duże piramidy i sześć małych, pociągając za każdym razem dymka.

W okolicach Sfinksa widzimy naszego kierowcę, który radośnie do nas macha (zasada numer jeden: nigdy nie płać z góry). Oddajemy więc konie i strzelamy sobie jeszcze ostatnie fotki, w klasycznym polskim image (białe skarpety i sandały). Wsiadamy do taksówki i ruszamy w stronę starego Kairu – nasz kierowca jest mistrzem omijania korków. Przekraczamy Nil kilkukrotnie, mijamy spalone przez armię Mubaraka budynki i ludzi pikietujących w centrum stolicy. Ta piętnastomilionowa metropolia nie bez powodu nosi miano „Matki narodów”. Tutaj też znajduje się jedyne w Afryce metro. Objeżdżamy chyba z tysiąc meczetów i wracamy w stronę hotelu. Na miejscu już czeka na nas kolacja. Po objedzeniu się do granic możliwości padamy na łóżka. O 22 spod hotelu znów zabiera nas busik, a po przyjeździe na terminal okazuje się, że lecimy tym razem Kenya Airways (całą imprezę obsługuje Egypt Air :) najpierw do… Chartumu w Sudanie. :)

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s