Nie taki Murzyn straszny, jak go malują

Po 45 minutach w Sudanie ruszamy Kenya Airways w kierunku Kenii, gdzie ok. 6 rano wita nas olśniewający widok – złocisty świt i najwyższa góra Afryki… Kilimandżaro. Kolejna wiza w paszporcie (50 dolarów – 3 miesiące), wymiana gotówki i bus do centrum z lotniska. Wszyscy uśmiechnięci, rozbawieni, wyluzowani – jesteśmy w raju! Wzbudzamy powszechną radość i zaciekawienie, lokalsi pytają ile chcę za Elkę, niestety muszę odrzucić tę opcję wzbogacenia się w tym momencie. Poczekam do Burundi, pójdzie za potrójną cenę jako biały diabeł z północy. Na miejscu przemiły Kenijczyk pomaga nam skontaktować się z Kenya Wildlife Service, udostępnia komputer w swoim biurze i chwilę później mkniemy matatu (minibus) w kierunku Parku Narodowego Nairobi, gdzie czeka już na nas dr Edward Kariuki. Po omówieniu naszego planu działania ruszamy na zwiad i poznajemy okolicę. Po ulicy biegają kozy, wielbłądy, krowy i owce. Za ogrodzeniem parku wypatrujemy antylopy kudu i gęsi egipskie. Po ekstremalnie ostrym zingerze w kenijskim KFC docieramy późnym popołudniem do Acacia Camp, gdzie rozbijamy nasz namiot. Prysznic, herbatka i w telewizji „Siedem lat w Tybecie” z Bradem Pittem. A my wciąż nie możemy uwierzyć, gdzie jesteśmy! :) Cywilizacja pełna, 30 stopni na plusie, słonko w zenicie, kompletny chillout, imprezy w rytmie ragga wyśmienite, mówimy zdecydowanie tak Kenii w styczniu!

Reklamy

One thought on “Nie taki Murzyn straszny, jak go malują

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s