Pingwiny i wieloryby na Przyladku Dobrej Nadziei – Cape Town i okolice


12 wrzesnia wieczorem przylecialam z Jo’burga na lotnisko w Cape Town, skad odebrala mnie ciocia Irma (krewna dr Francisa). Przez najblizszych pare dni zostaje u niej w pieknym domu w gorach w Stallenbosch (ok. 30 km od Cape Town), drugim najstarszym miescie RPA, stolicy winiarskiego regionu Cape Winelands.

Pogoda niestety, jak to na poludniu, jest bardzo kaprysna, wiec pierwszy deszczowy dzien spedzilam na spacerowaniu po Stallenbosch, zwiedzaniu okolicy, piciu pysznego wina z najlepszych winnic Cape (7 zl za butelke, tak tak! :) oraz przepysznej afrykanskiej kawy (4 zl za filizanke cappucino, tak tak! :).

Wczoraj zas skorzystalysmy z fantastycznej aury i wybralysmy sie na wycieczke samochodem dookola przyladka Cape. Po wyjechaniu z Cape Winelands, piekna droga wiodaca przez doliny porosniete krzakami winogron, przejezdzalysmy przez niezliczone urocze nadmorskie miejscowosci pelne surferow, ktorzy szaleli na wysokich falach prosto do Simon’s Town gdzie znajduje sie slynna kolonia afrykanskich pingwinow. Po milym spacerze i obserwacjach tych zabawnych nielotow udalysmy sie dalej poprzez Fish Hoek (gdzie podczas postoju na plazy udalo mi sie wypatrzyc w wodzie dwa wieloryby!, zas przy drodze pasly sie makaki) prosto do Parku Narodowego Gory Stolowej. Po dojechaniu na parking wspielysmy sie na latarnie na przyladku Cape Point aby podziwiac zapierajace dech w piersiach widoki olbrzymich fal rozbijajacych sie o wysokie klify. Niezliczone jaszczurki i ptaki wygrzewaly sie w cieplych promieniach wiosennego slonca. W drodze powrotnej skrecilysmy w kierunku przyladka Dobrej Nadziei, najbardziej na poludniowy zachod wysunietego punktu Afryki, gdzie pasly sie strusie oraz udalo mi sie sfotografowac dassie – czyli skaloszczura skalnego :) .

Po wizycie w parku narodowym obralysmy kierunek polnocny druga strona wybrzeza w strone Cape Town. Poprzez urokliwe zakatki Komettje i slynna droge Chapman’s Peak (najbardziej niebezpieczna i widokowa trasa w calej Poludniowej Afryce) przejechalysmy przez Haut Bay, gdzie kiedys mieszkala Irma wraz z rodzina. Zawitalysmy do portu, gdzie rybacy akurat karmili zyjace tam foki, pierwszy raz w zyciu widzialam wiec uchatki w ich naturaslnym srodowisku.

Poprzez Camps Bay przejechalysmy do Green Point, gdzie znajduje sie slynny stadion pilki noznej, gdzie odbywaly sie finaly pucharu swiata w zeszlym roku. Po przemilym spacerze i kawie w starej czesci Cape Town, wyjechaniu pod szczyt Gory Stolowej i podziwianiu widoku miasta o zachodzie slonca wrocilysmy do domu w Stallenbosch

Ponad 200 km trasy, niezliczone widoki, wspaniale zwierzeta w ich naturalnym srodowisku. wrocilysmy zmeczone, ale bardzo ucieszone, ze udalo nam sie tyle


zobaczyc i ze pogoda wyjatkowo dopisala. Wrazenia – bezcenne!

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s